Wakacje w Białymstoku

Co roku robię pamiętnikowe podsumowanie wakacji w Białymstoku. Staram się przyjechać do Rodziców na dwa lub trzy tygodnie, ponieważ moja aktualna praca mi to umożliwia. Czasami mam ambitne plany – robię listę zadań, szukam wydarzeń, na które chcę pójść, robię zdjęcia do blogowych wpisów na pół roku do przodu. A czasami jest tak jak w tym roku – nie poczyniłam żadnych planów, nie spisałam na liście wystaw, które koniecznie muszę odwiedzić (ale mimo wszystko udało się kilka z nich zobaczyć), a wszystkie aktywności wychodziły w przysłowiowym praniu. Starałam się dużo jeździć na rowerze, odświeżyłam dawne smaki (w sierpniu królowały gofry, lody zeszły na drugi plan), nie mam zdjęć na zaś. I niestety przeżyłam też kilka głównie gastronomicznych rozczarowań. W paru miejscach jakość jedzenia dramatycznie poszła w dół, a ceny w górę, a jeden z najbardziej popularnych lokali poraził mnie niekompetentną obsługą i bezczelnością kelnerów (nie wrócę tam nigdy, chociaż jedzenie mają smaczne). Doszłam też do wniosku, że w Białymstoku coraz trudniej o naprawdę solidne americano i lepszą kawę zrobię sobie sama w domu.

Muszę też wspomnieć, że w sierpniu po raz pierwszy pojechałam pociągiem z Białegostoku do Wilna i była to naprawdę udana wyprawa. Zdjęcia z Wilna (tego mniej popularnego, bo jeżdżę tam już głównie po to, żeby pobyć, a nie klasycznie zwiedzać) znajdziecie na moim Instagramie, a białostocki wątek w Wilnie opisałam na blogu: Filia Uniwersytetu w Białymstoku w Wilnie. Chciałabym, żeby trasa kolejowa Rail Baltica powstała jak najszybciej, ponieważ mocno usprawniłoby to podróże w jednym z moich ulubionych kierunków. Tegoroczna wycieczka pociągiem była zatem nieco dłuższa i z noclegiem, ale tradycja została zachowana! Miałam nadzieję, że uda się nam podjechać również do Łomży (koleją, a jakże!), ale zupełnie nie pasowały nam godziny połączeń. Jest to jednak plan na przyszły rok.

Od czego by tu zacząć? Może po prostu od luźnych zdjęć, których nie łączę tematycznie.

Trochę zapomniany pomnik Henryka Sienkiewicza.
Edward Redliński doczekał się swojej ulicy w Białymstoku.

Nadal wierzę w Węglówkę i jej potencjał. Liczę na to, że otwarcie Muzeum Wojska w nowej lokalizacji pozytywnie wpłynie na cały kompleks.

Muzeum Iluzji i Nauki w Białymstoku

Zdarzyło mi się kilka razy zajrzeć na Bojary. To raczej smutny wątek, ponieważ ta dzielnica odchodzi. Część budynków ma wprawdzie szczęście i zostają uratowane. Ale ogólnie chyba wszyscy wiemy, o co chodzi. Drewniana zabudowa miasta znika, a szansa na zachowanie spójnej architektonicznie dzielnicy została bezpowrotnie utracona. Był potencjał. A drewniane domy mają się dobrze, a nawet coraz lepiej, w krajach nordyckich i bałtyckich.

WidziMiś Bojarski często określany jako WidziMiś „Podpalacz” – ta ksywka mówi wiele.

A to zdjęcie z mojego rodzimego osiedla będzie chyba najlepszym komentarzem bez słów:

Białystok lubi lansować się w mediach jako zielone miasto. Nie do końca się to niestety zgadza, ponieważ bez problemu mogę wskazać wiele naprawdę zielonych miast w Polsce, a ci, którzy uparcie bronią tej retoryki, powinni pojeździć trochę po kraju i sięgnąć do statystyk. W Białymstoku brakuje mi NOWYCH parków. Ale takich naprawdę nowych, założonych od podstaw. Czytałam, że zupełnie nowy park powstaje właśnie w Suwałkach. W Białymstoku nastała moda na parki kieszonkowe, które oznaczają zazwyczaj zainstalowanie ławek i huśtawek oraz ustawienie kilku tablic edukacyjnych. Tworzy się je jednak na już istniejących terenach zielonych. Podobnie ma się rzecz z Parkiem Przedsiębiorców. Kładki są fajne, ale poprowadzono je przez już istniejący teren zielony. Jest tam niestety potwornie głośno (obwodnica tuż obok). Naprawdę chciałabym, żeby miasto zorganizowało gdzieś nowy park – wytyczyło aleje, posadziło drzewa, krzewy, założyło rabaty. To się jednak nie dzieje. Wiele osiedli nie ma swoich parków. Odczułam to szczególnie jako młoda mama – okazało się, że nie miałam dokąd chodzić na spacery z wózkiem, podczas gdy w Warszawie mogłam wybierać spośród pięciu parków w zasięgu krótkiego spaceru piechotą.

Różanka to udana rewitalizacja, jednak idealnie byłoby, gdyby tamtejsze róże charakteryzowały się różnym czasem kwitnienia. Obecnie dominują te kwitnące w czerwcu i lipcu, a później ogród staje się mniej kolorowy. A są przecież takie gatunki róż, które kwitną nawet późną jesienią. Albo i zimą, jeśli śnieg nie spadnie :)

Wokół Opery i Filharmonii Podlaskiej spotkamy drewniane budowle i figury. Bardzo lubię takie akcenty. Skoro już jesteśmy przy Operze… Wspominałam już, że OiFP nawiązała współpracę z Litewskim Narodowym Teatrem Opery i Baletu. Zachęcam do poczytania o tym w mediach, ponieważ odbieram to jako wyróżnienie. Jestem ciekawa tej wymiany artystycznej i liczę na to, że niebawem zobaczymy jej pierwsze efekty.

Park kieszonkowy na Leśnej Dolinie:

Staw na ulicy Bema po rewitalizacji:

Na tym skwerku na Plantach trochę sobie tego lata posiedziałam. Przypomniałam sobie o istnieniu gofrów Taro. Szczególnie tych z bitą śmietaną i wiśnią… Tak. To bardzo dobre gofry! :)

Białka płynie sobie bez zmian, na Kampusie czuć już jesień, a Pałacyk Gościnny ładnie komponuje się z czerwienią:

Pojechałam rowerem do Lasu Solnickiego. Pierwszy raz słyszałam hałas z Toru Białystok. Na zdjęciach hałasu nie widać, ale jest to wielka szkoda dla przyrody. Naprawdę było mi smutno, bo droga na rower fajna, las też, ścieżka edukacyjna wytyczona, a wszystko to z piskiem opon i silnikiem w tle.

Las Pietrasze to również lubiana przeze mnie trasa. Jest tam raczej cicho. Kiedy już tam będziecie, warto podejść w stronę Miejsca straceń. Białostockie lasy były niestety świadkami wielu smutnych historii.

Jak już wspomniałam, gastronomia w Białymstoku dostała ode mnie kilka minusów i jedną ocenę naganną. Na szczęście są też miejsca, które się bronią i do których można i chce się wracać. Jasnym punktem na mapie jest na pewno Mleko uciekło, czyli kawiarnia i bistro, w którym zatrudnienie znajdują osoby z niepełnosprawnościami. Byłam u nich kilka razy. Na Młynowej 40 mają świetne wypieki i to się nie zmienia. Jagodzianka mistrz!

Chłodnik litewski jem tylko na Litwie (no, Łotwa też może być!) i w województwie podlaskim. Nie smakują mi chłodniki serwowane w Warszawie. W Białymstoku zjadłam i byłam bardzo ukontentowana :) Tu zdjęcie z Restauracji Multibrowar. W ogóle mają tam całą stronę regionalną w menu! Jest też świeżynka! Ziemniaki do chłodnika obowiązkowe na talerzyku obok. Bez ziemniaka się nie liczy. A Multibrowar polecam – istnieją już tyle lat i nadal dobrze karmią i poją :)

A tu taka trochę gastro-nostalgia:

W Białymstoku pojawiło się kilka nowych murali. Miasta rywalizują dziś w tym zakresie, chętnie operują liczbami, ile to murali jest w mieście X, a ile w mieście Y. Wydaje mi się jednak, że coraz częściej wygrywa ilość, a nie jakość. Murale przestają mieć przesłanie i zaczynają wyglądać jak malowane na ścianach reklamy wielkopowierzchniowe, stają się „zleceniami”, na które przeznacza się dużo pieniędzy (publicznych). Na szczęście nadal powstają te wartościowe i chciałabym, żeby trafiły do „pamiętnika z wakacji”, chociaż ten biblioteczny widziałam na początku września. Specjalnie pojechałam w tym celu na Dziesięciny. Ha!

Ekipa Up To Date Festival rozumie ideę murali i nie pierwszy raz serwuje nam ważne przesłanie:

Paw na Leśnej Dolinie nie jest nowy, ale skoro pojechałam odwiedzić tamtejszy park kieszonkowy, to zahaczyłam też o mural:

Na Bażantarni powstał mural z Łukaszem Litewką i jego słynnym „Ja to tu tylko zostawię”:

Oto wspomniane książki na Filii Książnicy Podlaskiej przy ulicy Gajowej:

A tu takie dwa dzieła sztuki z przymrużeniem oka ;)

SP 49
Zmiana dekoracji na Białostoczku. Świat podwodny ustąpił miejsca Minionkom :)

Uważam, że Białystok zbyt rzadko eksponuje swoje sgraffita. Na samym Rynku Kościuszki znajdziemy paletę wzorów i motywów. Ja bardzo lubię te modowe ;) z Alei. Szkoda, że część z nich została zniszczona, ale na szczęście sporo uratowano. Przecież te sgraffita to świetny patent na miejskie wzorki, pocztówki itp.

Wiem, że pisałam to już wielokrotnie, ale powtórzę się. Lubię chodzić na wystawy w Białymstoku. Zawsze sprawdzam, co dzieje się w muzeach i galeriach, no i za każdym razem udaje mi się zobaczyć coś wartościowego. Tym razem największe wrażenie wywarła na mnie wystawa obrazów Eweliny Ramotowskiej i rzeźb Kamila Kalinowskiego w Podlaskim Instytucie Kultury.

Byłam też w kilku oddziałach Galerii Sleńdzińskich:

Pojechaliśmy też specjalnie do Choroszczy, żeby zobaczyć na żywo odbudowany pawilon przy Pałacu Branickich. Słyszałam, że powstał tam dobrze zaopatrzony sklepik muzealny (to bardzo groźna forma sklepików!). Mieli rację – wyszłam z książkami, notesami i jeszcze paroma gadżetami. A sam budynek pawilonu prezentuje się naprawdę dobrze. Wreszcie nie trzeba kadrować zdjęć tak, żeby nie załapała się na nie ruinka ;) A o Muzeum Wnętrz Pałacowych w Choroszczy pisałam tutaj.

W Choroszczy jest jeszcze mnóstwo do zrobienia. Może kiedyś odbudują drugi pawilon boczny, może stajnie doczekają się remontu, może kanały w parku będą czyste… Potencjał miejsca jest bardzo duży, ale żeby równie duże były pieniądze, które będzie można na te działania przeznaczyć…

A to leżaczki pod głównym oddziałem Muzeum Podlaskiego w białostockim ratuszu.
Skoro już zajmujemy się kulturą: zniknął mural scrabble ze słowami z podlaskiej gwary. Pytałam o tę ścianę i PIK zapewniał, że będzie wykonywany remont. Czy wiecie coś więcej? Kiedy kafelki wrócą? I czy na pewno wrócą? Chociaż nie używam żadnego ze słówek prezentowanych na muralu (ba, większości nawet nie znałam i dzięki temu projektowi poznałam ich znaczenia), uważam, że był to naprawdę ciekawy pomysł i chciałabym, żeby wrócił na Białówny.

A teraz też trochę kultury, ale innej :) Czy w tym roku również byłam na Truck Show Podlasie? A byłam!

W sezonie nie chodzę na Dojlidy, ale zajrzałam tam w ciepły wrześniowy weekend. Dużo zieleni na wodzie, kładki na wyspie chyba warto byłoby wymienić, a samą wyspę jednak czasem posprzątać. Co to za zwyczaje, żeby zostawiać po sobie śmieci, no ludzie święci, tego się nawet nie da kulturalnie skomentować!

Natknęliśmy się też na tego dziwacznego kampera, o którym pisały potem media. Nie dałam rady czytać komentarzy – wybiło takie szambo, że szkoda było na to energii. Nawet jeśli mamy inne zdanie albo coś nam się nie podoba, nie usprawiedliwia to wylewania pomyj. Zawsze mnie zastanawia, czy te internetowe gieroje byłyby w stanie powiedzieć to samo komuś prosto w oczy.

Ten rok jest dla mnie rokiem podsumowań, bo niedługo będę obchodzić ważne urodziny :D W Białymstoku przeżyłam bardzo dużo dobrego i mimo ponad dwudziestu lat życia i solidnego zakotwiczenia w Warszawie, Białystok to nadal moje miasto (chociaż nie płacę w nim podatków, więc niektórzy internetowi mędrcy pewnie skwitują, że nie powinnam niczego krytykować). Cieszą mnie dobre zmiany i sukcesy, a porażki (i sportowe – Jagiellonio, coś Ty zrobiła w meczu z Legią!!!, i gospodarcze) smucą. A chamstwo zawsze wkurza. Tak jak ta obsługa kelnerska! I tylko wstyd większy, że taka siara musiała nam się przytrafić akurat w Białymstoku na obiedzie z okazji rocznicy ślubu, heh! Bądźmy po prostu normalni i szanujmy innych ludzi, będzie nam wszystkim milej :)

Do napisania!
Ania

Dodaj komentarz

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close