„Narew. Opowieści o niepokornej rzece” – Tomasz Kłosowski

Zawsze uważałam, że bliżej mi do Narwi niż do Biebrzy. Nie chodzi tylko o odległość, lecz ogólnie o związek z regionem. Biebrzy nie znam aż tak dobrze, dużo rzadziej bywałam w jej okolicach (nie licząc terenów położonych wokół Lipska, gdzie rzeka jest jeszcze dość niepozorna). Niestety, od pewnego czasu stan Narwi coraz bardziej martwi. Coraz głośniej i śmielej przebija się w mediach głos o negatywnym wpływie Zalewu Siemianówka na całą rzekę. Siemianówki jakoś nigdy szczególnie nie polubiłam, chociaż był czas, że przewijała się i tutaj, na blogu. Im starsza jestem, tym większy smutek mnie tam dopada, bo zalew powstał jednak na krzywdzie innych ludzi, a i sama rzeka odczuwa jego obecność. Czarę goryczy przelała jednak postępująca jarmarczność plaży w Bondarach. Nie podoba mi się tam i od ładnych paru lat już tam nie jeżdżę. Ani przed, ani po sezonie.

W Narwiańskim Parku Narodowym, jednym z najmłodszych i najmniejszych parków narodowych w Polsce, od kilku lat działa bardzo dobre centrum edukacyjne. Młynarzówka została zaprojektowana mądrze i ciekawie. Taki Ośrodek Edukacji Przyrodniczej z powodzeniem mógłby stanąć w niejednym większym i bardziej uczęszczanym parku narodowym czy krajobrazowym. Jednocześnie ten sam park narodowy jest regularnie krytykowany w mediach społecznościowych za stan infrastruktury. Nie chodzi już tylko o słynne kładki na trasie Śliwno-Waniewo, które z powodu niskiego poziomu wody w rzece coraz częściej nie działają. Park wyłącza możliwość komentowania niektórych postów, bo chyba spodziewa się natężenia krytycznych uwag. Dużo osób pisało też o stanie kładek i wież widokowych podlegających pod NPN. Coraz trudniej nie odnieść wrażenia, że park nie do końca radzi sobie w swojej roli i misji. Nie brakuje też głosów o złym zarządzaniu. Wielka szkoda, że ten nieduży park, jednak dużo łatwiejszy w „obsłudze” niż wiele innych obszarów tego rodzaju, coraz częściej rozczarowuje. Niektórzy przewodnicy świadomie rezygnują z wizyty w NPN, a to też o czymś świadczy, prawda? Potencjał rzeki nie do końca wykorzystują też miejscowości w regionie położone nad Narwią. Najlepiej radzi sobie chyba Tykocin, z kolei w dużo większej Łomży Narew jest jakby obok miasta (może budowa nowych bulwarów i plaży to zmieni!).

Skończyłam właśnie czytać książkę poświęconą Narwi. Ba, mam w niej nawet autograf i dedykację od samego autora! To bardzo bogata w treść opowieść o rzece, historii terenów nad nią położonych i stanie nadnarwiańskiej przyrody. Nie jest to według mnie zbyt wesoła lektura. Dużo w niej smutnych faktów, nie brakuje wskazań na zaniedbania i błędy popełnione na przestrzeni lat. Solidne źródło wiedzy zebranej przez człowieka, który się na tej rzece po prostu zna. Od strony naukowej i krajoznawczej. Tomasz Kłosowski zebrał w jednym obfitym tomie wszelkie informacje i bolączki tej niepokornej rzeki. Nie jest cukierkowo (chociaż to wydawnictwo Paśny Buriat, które czasem niestety zbyt mocno leje lukier, słodzi i okrasza posypką, dlatego kupuję u nich już bardziej wybiórczo). Narew jest chyba jednak zbyt trudna i nieoczywista, dlatego nie ma tu miejsca na słodkości. Pod względem literackim ciekawa pozycja, jednak w kontekście suszy, złej melioracji i zaniedbań o bardzo nostalgicznym wydźwięku. Dobra książka, ale smutna. Po prostu prawdziwa.

Dodaj komentarz

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close