Przedwiośnie w Suwałkach

Nie będę owijać w bawełnę. W pewną marcową sobotę w ramach urodzinowo-imienionowych prezentów pojechaliśmy rodzinnie do Suwałk, żeby dobrze zjeść i napić się dużo kawy. Lubimy Suwałki (które wraz z Suwalszczyzną doczekały się już osobnych kategorii na blogu), dlatego dość regularnie przewijają się w moich opisach zdarzeń. Mamy tam ulubione kawiarnie, restauracje, a nawet lodziarnię, która serwuje pyszne i treściwe lody jak z dawnych lat. Według mnie lepsze niż w innym mieście na S. Suwałki zawsze poprawiają mi nastrój.

Trafiliśmy na ładną pogodę i nawet na resztki śniegu, co rozweseliło Dziecko, ponieważ niespodziewanie można było jeszcze ulepić śnieżki. To chyba te słynne proste radości dnia codziennego!

Kawa i słodkie przekąski w Sugar jak zawsze smaczne, chleb na wynos kupiony.

Rodzice udali się do Muzeum im. Marii Konopnickiej, które zawsze polecam. Wiecie, że ich wystawa stała została w tym roku nominowana w ważnym konkursie muzealnym organizowanym przez Narodowy Instytut Muzeów? Ekspozycja „Maria. Pieśń o domu” właśnie dziś (25.05.2026 r.) otrzymała wyróżnienie! Od początku pisałam, że to moje Top 5 krajowych muzeów i cieszę się, że zostało docenione!

My z kolei zajrzeliśmy do Starej Łaźni. Wciąż można tam obejrzeć ciekawą wystawę Dlaczego Strumiłło? W marcu załapaliśmy się też na zdjęcia Piotra Werewki i jego Pomiędzy. Ekspozycje na piętrze zmieniają się częściej, warto śledzić program. Byliśmy jedynymi zwiedzającymi, dzięki czemu udało nam się porozmawiać z panią kustosz. Suwałki poza sezonem są raczej spokojne (niektórzy pewnie stwierdzą, że nudne, ale ja tak nie uważam), a większość uczestników wydarzeń stanowią dzieci i młodzież z placówek edukacyjnych. Dominują warsztaty i oferta dla szkół. Z kolei od maja zaczyna się większy ruch turystyczny, a apogeum przypada na Suwałki Blues Festival. Pani z galerii sztuki opowiedziała nam trochę o specyfice swojej pracy i o sporym zainteresowaniu gości festiwalu programem kulturalnym niekoniecznie związanym tylko z bluesem. Wystawa o prof. Strumille może cieszyć się dużym zainteresowaniem wśród miłośników bluesa. Nam się spodobała.

Nad Czarną Hańczą było nawet sporo ludzi – słońce po długiej zimie potrafi zdziałać cuda. Działał już Park Sensoryczny, który teraz prezentuje się pewnie dużo bardziej okazale. Zieleń też czyni cuda.

Znalazła się chwila na kolejną kawę. Przy okazji zagraliśmy w quiz o polskiej muzyce (był na wyposażeniu kawiarni) i okazało się, że o latach dziewięćdziesiątych wiem prawie wszystko i pamiętam tytuły piosenek oraz albumów, których nie słuchałam pewnie od trzydziestu lat, ha!

Obiad u Alika musiał być. To była też część naszego prezentu urodzinowego dla Taty. Smakuje mi tam wszystko. Kuchnię u Alika znamy praktycznie od początku, kiedy działali jeszcze w małym lokalu w centrum Suwałk. W nowej lokalizacji bywamy najchętniej poza sezonem. Wiecie, jak fajnie siedzi się tam w listopadzie czy w marcu? Spokój, ciepło, pyszne jedzenie, brak ludzi z przypadku, spokojne parkowanie. Szczerze polecam! :) Mam tylko kilka zdjęć, bo było zbyt smaczne i zapomniałam, że miałam je zrobić. Niech to będzie najlepszą rekomendacją!

Zalew Arkadia na pożegnanie:

Dodaj komentarz

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close