Od czasu do czasu publikuję na blogu trochę zdjęć z plaży na Dojlidach. To nasze stałe miejsce spacerów wiosną, jesienią i zimą, ale nie bez przyczyny nie pojawił się tutaj nigdy wpis pod tytułem „Zalew Dojlidy latem”. Kilka lat temu jeździłam sobie wprawdzie rowerem po terenie Stawów Dojlidzkich, ale nie nad głównym zalewem, który w sezonie z pełnym przekonaniem omijam. Nie chodzi o jakość i ilość wody w zbiorniku, bo to temat na osobny rozdział, ale nie podoba mi się polityka zarządzania tym obiektem. Nie rozumiem, dlaczego również wieczorem wstęp na teren kąpieliska jest pełnopłatny. Ja na przykład nie chcę korzystać z plaży, ale mogłabym posiedzieć na pomoście czy wypić kawę. Niestety, nie ma zniżki nawet po godzinie 18:00. I nawet gdybym wchodziła tam krótko przed zamknięciem kas, musiałabym uiścić pełną kwotę. Owszem, stać mnie na to, ale jest to działanie sprzeczne z moim światopoglądem i w ramach osobistego protestu nie dokładam się do tego interesu, skoro działa na takich nieprzyjaznych zasadach. Chętnie przywołuję w tym kontekście wypożyczalnie koszów plażowych nad Morzem Północnym. W niemieckich kurortach już po godzinie 14:00 płaci się za taki kosz mniej niż rano. Uczciwa praktyka. Dlatego wpisu o Zalewie Dojlidy latem u mnie się nie doczekacie.




Od kilku lat symbolicznie kończymy tam rok. W Sylwestra wybieramy się na Dojlidy, żeby spokojnie przejść się nad wodą, pomyśleć, co się udało albo posnuć plany na przyszłość. Otoczenie wody sprzyja kreatywnemu myśleniu, uspokaja i pozwala nabrać dystansu. Obecność wody w mieście to dodatkowe punkty w rankingu atrakcyjności, dlatego staram się szukać wody wszędzie tam, gdzie to możliwe. Nad wodę ciągnęło mnie odkąd sięgam pamięcią, chociaż w czasach szkolnych zadziwiająco często byłam w górach, które nie wywołują we mnie szczególnych emocji. Ale dla własnej satysfakcji mogę się przyznać, że kilka szczytów udało mi się kiedyś zdobyć. Na góry jednak chętniej popatrzę, a zrobię to z jeszcze większą przyjemnością, jeśli będzie tam również woda :)



Na Dojlidach pojawił się nowy lokator. WidziMiś Plażowicz na pomoście zachęca do kąpieli. Chociaż to właśnie tam nauczyłam się pływać, nie marzę dziś o pluskaniu się w wodach Zalewu Dojlidy i nawet najbardziej urokliwy niedźwiadek mnie to tego nie przekona. No ale ładny to on jest, nie można mu tej misiowej urody odmówić.




Mimo solidnego mrozu udało się zrobić kilka zdjęć. Jak zawsze z wielkim podziwem patrzyłam na morsujące towarzystwo. W restauracji trwały przygotowania do imprezy sylwestrowej (przez szybę wyglądało to zachęcająco!). Mam nadzieję, że rok 2026 również będziemy kończyć na Dojlidach. A czy Wy macie swoje ulubione, ale mniej sztampowe miejsca spacerowe w Białymstoku?
