Trzecim tomem Puszczy Knyszyńskiej Paweł Średziński zamyka swoją puszczańską trylogię. Wprawdzie asekuracyjnie pisze, że nie wyklucza literackiego powrotu do tego niezwykłego lasu, ale to raczej alternatywa na bliżej nieokreśloną przyszłość niż plan na kolejną książkę. Według mnie to słuszne postanowienie, ponieważ trylogia rzeczywiście brzmi lepiej, ale przede wszystkim dlatego, że ten najnowszy tom jest już znacznie bardziej sentymentalny niż poprzednie. Czuć w nim ulotność i nieuchronność zmian, z którymi mierzy się ten wyjątkowy obszar. To nie jest już tylko opis lasu i jego mieszkańców. Odchodzą ludzie, którzy pamiętali dawne czasy. Wyludniają się wsie i osady. Coraz więcej domów niszczeje. Oczywiście nadal żyją tu pasjonaci puszczy, działają agroturystyki, ale mimo wszystko przez cały tom III przewija się duch nostalgii, końca, zmian. Nie wiem, czy taki był zamysł autora, czy jest to moja osobista forma odczytania tej książki, ale nieustannie towarzyszyło mi uczucie, że coś się skończyło albo właśnie wkracza w fazę końca.
Tom III zdominowały wspomnienia. Dużo tu historii, rodzinnych losów, również ludzkich tragedii. Pomiędzy nimi niczym w kontrze do tej nostalgii kilka „światełek w tunelu”. Chociaż styl pisania Średzińskiego się nie zmienił i książka powstała w znanej już czytelnikom formie, moje pierwsze skojarzenie z tą książką to… smutek. Kiedy dodamy do tego zmiany zachodzące w samym lesie, przeciwko którym wysyłaliśmy w ubiegłym roku petycje, ten smutny wydźwięk tylko się pogłębia.

Czego spodziewać się po ostatnim tomie trylogii? Jest na przykład ciekawy rozdział o architekturze drewnianej. Pojawia się wspomnienie o legendarnym Wiktorze Wołkowie. Są wsie dotknięte bieżeństwem, współczesny Gródek pokazany przez pryzmat historii. Odwiedzamy garncarza, kowala i łyżkarza czyli Czarną Wieś Kościelną. Czyta się to wszystko dobrze, tym bardziej, że często są to spisane rozmowy. Dobrze, że Paweł Średziński utrwalił tyle historii rodem z Puszczy Knyszyńskiej. Za pewien czas jego książki mogą zyskać na znaczeniu.
PS „Poczopek i Sosnowik to sąsiadujące ze sobą osady. Ulokowane wśród lasów i mokradeł, na wschodnim skraju Puszczy Knyszyńskiej, zachowały do dziś swój wyjątkowy urok. Był taki czas, że i ja byłem bliski decyzji o przeniesieniu się do Sosnowika” – pisze Paweł Średziński. Bardzo dobrze rozumiem fascynację tą wsią, ponieważ podczas pierwszej wizyty w tym miejscu sama byłam gotowa szukać działek lub starych domów w Sosnowiku na sprzedaż ;) Tak, jest w nim coś wyjątkowego i jest to chyba moja ulubiona wieś w Puszczy Knyszyńskiej.
Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Paśny Buriat w 2025 roku. Święty Mikołaj zdobył dla mnie autograf i dedykację autora. Niech las będzie z nami :) Dzięki!
Tom I pojawił się na blogu tutaj, a tom II w tym wpisie. Puszcza Knyszyńska ma też swoją oddzielną zakładkę.
