Obiecałam, że opiszę moje wrażenia po lekturze jednej z najnowszych książek wydanych przez Paśnego Buriata. Przeczytałam ją już dwa dni po premierze, ale postanowiłam dać jej nieco czasu i nabrać dystansu. Gdybym spisała moje odczucia na gorąco, byłabym zapewne bardziej krytyczna i bezkompromisowa. Dlatego odczekałam kilka tygodni i dopiero teraz napiszę, jakie emocje towarzyszyły mi podczas lektury tego Subiektywnego przewodnika mieszczucha po krajobrazach przyrodniczo-kulturowych.

Zacznijmy od tego, że autor tego osobistego przewodnika jest rok młodszy ode mnie. Co to oznacza? Otóż mam bardzo podobne wspomnienia i dorastałam w tych samych czasach. Bardzo dobrze umiem sobie wyobrazić, a nawet odtworzyć w pamięci atmosferę lat dziewięćdziesiątych widzianych oczyma uczennicy szkoły podstawowej i stawiającej swoje pierwsze kroki na rajdach pieszych. Wprawdzie nie tak długich i ekstremalnych, w jakich brał udział Mikołaj Gospodarek w wieku lat dwunastu, ale dość podobnych tematycznie. Kto nie chodził na długie rajdy po Puszczy Knyszyńskiej organizowane przez PTTK, ten leń :) Żartuję, nie odczytujcie tego dosłownie, ale niejedną sobotę spędziłam w lesie gdzieś w okolicach Czarnego Bloku, czasami wracałam do domu PKS-em bez opiekunów, co w dzisiejszych czasach podlegałoby już pewnie pod jakiś paragraf. Dlaczego wspominam o odkrywaniu Podlasia pieszo? Autor poświęca temu wiele uwagi, gdyż jako dziecko zaliczył pierwszy kontakt z Podlasiem, pokonując kilkaset kilometrów na piechotę. I ponoć już wtedy się zaczęło. To zafascynowanie naszym regionem i chyba jednak jego idealizowanie? A może to ja się nie znam? Może nie widzę tego, co dostrzegł kiedyś chłopiec z Częstochowy i co widzi dziś dorosły już człowiek? Przez pierwszą połowę książki nie mogłam się nadziwić, ile razy pojawia się w niej zachwyt nad ludźmi z Podlasia. Przyznam, że nawet mnie to drażniło, ponieważ nie tylko na Podlasiu żyją mili i uczynni ludzie, ponoć gaduły straszne, noszące serce na dłoni. Osobiście miłych i pomocnych ludzi spotkałam w wielu miejscach w kraju, mam na przykład same dobre doświadczenia z ludźmi na Śląsku, przemili są też mieszkańcy Roztocza. A tutaj to gloryfikowanie Podlasia… Że gdzie indziej takich jak my nie ma. Daję słowo, przez połowę książki głównie na to zwracałam uwagę i chwilami miałam już dość :) Później już się z tym oswoiłam. Czy możliwe jest, że tego nie widzę, bo jest to dla mnie oczywiste? Trzeba spojrzeć na nas z zewnątrz, żeby to zobaczyć? Być może. W każdym razie ta książka zaspokoi Wasze ego, połechce, podbuduje. Super ludzie na tym Podlasiu! To my!
Podoba mi się rozważanie autora na temat granic Podlasia. Podlasie historyczne kończy się tak jakby na Białymstoku, a na wschód od miasta roztaczają się już tereny Grodzieńszczyzny. Ale życie rządzi się swoimi prawami, a ja moje zdanie na ten temat zawarłam we wpisie Polscy vlogerzy na Podlasiu. I trzeźwości umysłu gratuluję też autorowi, który w pierwszym rozdziale napisał mądre słowa. Podlasie, czyli rzecz o tym, że granice nie istnieją. Dzięki Ci za to!
W książce Mikołaj Gospodarek opisuje swoje spotkania z Podlasiem i z ludźmi Podlasia. Obserwujemy rozwój jego fascynacji, pogłębianie relacji z regionem i jego mieszkańcami, doświadczanie kuchni, duchowości i nieokiełznanej przyrody. Dużo u niego Biebrzy, sporo też przeżyć fotografa przyrody, dzięki czemu książkę zdobią piękne zdjęcia. Jest Goniądz, są pływające krowy i rozlewiska rzek. Jest też mowa o przemijaniu – odchodzą ludzie, odchodzą też miejsca.
Czytając książki o Podlasiu czy o Białymstoku, nie umiem być w pełni obiektywna. Nie czytam ich na pełnym luzie, ponieważ mój umysł łączy miejsca, wspomnienia, sprawdza, czy topografia się zgadza, czy ktoś umiejętnie oddał charakter i ducha regionu, czy ma pojęcie o jego złożoności, czy aby nie jest zbyt powierzchowny i folderowy. Jest autentyzm czy podróbka? Tak jak w U Pana Boga za piecem – jedno zdanie wypowiedziane przez Jana Wieczorkowskiego i wiemy, że on nie jest stąd. Trudna ze mnie zawodniczka, nie ukrywam :)
Jak odbieram Jak poznać Podlasie? Według mnie to przede wszystkim osobisty pamiętnik pomieszany z opowieściami o przyrodzie, przeplatany faktami historycznymi, zapiskami ze spotkań z ludźmi, uwagami o języku i niestronniczym opisem religijności. A między wierszami wyrażona jest chyba miłość do regionu i jego unikatowej złożoności, której na co dzień na Podlasiu chyba aż tak nie dostrzegamy, gdyż od dziecka stanowi ona naszą codzienność.
Do napisania!
Ania

1 myśl w temacie “„Jak poznać Podlasie? […]” – Mikołaj Gospodarek”