Uniwersyteckie Centrum Przyrodnicze im. Profesora Andrzeja Myrchy

Chociaż okres studiów mam już za sobą i dziś stoję po drugiej stronie barykady, wciąż lubię przebywać na kampusach uczelnianych. Z perspektywy wykładowcy wyposażenie uczelni oraz miejsce, w którym odbywają się zajęcia i jego szeroko pojęta atmosfera też mają znaczenie. Wszystkie te elementy potrafią stymulować zarówno proces nauki jak i proces nauczania. Być może dlatego lubię odwiedzać kampus Uniwersytetu w Białymstoku. Jest to jeden z moich ulubionych rowerowych celów miejskich wycieczek, szczególnie gdy kwitnie dzika róża. Obok piwonii i bzu to najładniej pachnące kwiaty. Oczywiście w moim subiektywnym rankingu. A dzikiej róży na kampusie rośnie sporo. Kampus ma jednak zdecydowaną wadę – jest dość słabo skomunikowany i najłatwiej dotrzeć tam samochodem lub rowerem. Kłóci się to z ideą promowania komunikacji miejskiej i dostępności.

Czytając liczne komentarze w lokalnych mediach, wciąż odnoszę wrażenie, że kampus egzystuje na uboczu powszechnej świadomości mieszkańców miasta. Jeżeli ktoś wypadł już ze studenckiego trybu lub nie był z nim związany, może nie wiedzieć, że kampus UwB dysponuje ofertą edukacyjną i poniekąd rozrywkową dla każdego. Chociaż promują ją lokalne portale (w tym miejscu wielki ukłon w stronę Daleko i blisko – z dziećmi przez Polskę, którzy od lat robią to konsekwentnie i niestrudzenie!), wciąż za mało działań propagujących swoje placówki podejmuje sama uczelnia. A to przecież ważne i wizerunkowo, i korzystne finansowo. Bilety wstępu nie są drogie, ale to chyba mimo wszystko pewne zasilenie konta.

Punktem obowiązkowym jest według mnie wizyta w być może najbardziej kameralnym planetarium w Polsce. Pokazy odbywają się w wybrane piątki i soboty, każda grupa wiekowa znajdzie coś dla siebie. To maleńka instytucja, nie można jej porównywać do najnowocześniejszych w kraju planetariów w Łodzi i w Warszawie, ale również gwarantuje kosmiczne emocje. Życzyłabym sobie jeszcze dodatkowych pokazów z omówieniem aktualnej sytuacji na niebie. Takie wprowadzenia oferują duże planetaria przed regularnymi projekcjami i cenię je tak samo jak wyświetlane filmy.

Bogatymi zbiorami może poszczycić się Uniwersyteckie Centrum Przyrodnicze ulokowane w budynku Wydziału Biologii. Poza jedną wadą (krótkie godziny otwarcia, brak dostępności w soboty) ma właściwie same zalety! I to właśnie tę instytucję chciałabym tu zarekomendować. Siedem wystaw stałych dysponuje naprawdę wartościowymi eksponatami, na bieżąco pojawiają się też wystawy czasowe. Mój numer jeden to część poświęcona minerałom, skałom i meteorytom, która może śmiało konkurować z warszawskim Muzeum Geologicznym i Muzeum Ziemi PAN. To zdecydowanie Coś dla miłośników pięknych kamieni. Oprócz nich zapoznamy się też między innymi z przyrodą regionów polarnych czy północno-wschodniej Polski, poznamy faunę mórz podzwrotnikowych i obejrzymy żywe egzotyczne zwierzęta w terrariach. Zdecydowanie warto! O ile pracujecie w niestandardowych godzinach i uda Wam się tam dotrzeć… Przynajmniej jedna sobota w miesiącu powinna być dniem otwartym dla zwiedzających.

Można też liczyć na sentymentalne spotkania z Jolą i Grzesiem z białostockiego Zoo…

Przy okazji nie można też pominąć wystawy dzwonków z kolekcji Lecha Pileckiego, o którego książkach pisałam tutaj. Dzwonki można oglądać tak samo długo jak i całą wystawę.

A z drugiej strony budynku czekają na nas akwaria i to w wyjątkowo atrakcyjnej formie.

Osobiście doceniam jeszcze samą architekturę budynków na kampusie. Są jasne, przestronne, nowoczesne. Być może przypadły mi tak mocno do gustu, ponieważ wiele godzin spędziłam kiedyś w warszawskim BUW-ie :) Aż chce się studiować!

Dodaj komentarz

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close